czwartek, 17 sierpnia 2017
Lis Barnaba
Koło domku biegnie ścieżka
A przy ścieżce lisek mieszka.
Norkę ma dwupoziomową
Zawsze przyjąć gości gotową.
Pokoje ma wysprzątane
Wywietrzone, odkurzone.
W oknach wiszą firaneczki
Zapachowe świecą świeczki.
 
Ot, powiecie, toż to norka
No, ale norka profesorka,
Bo nasz lis Barnabą zwany 
W świecie całym szanowany 
Dostał tytuł profesora
Od kolegów co się wczoraj
Na zebraniu naradzili
I…nominacje mu wręczyli. 
Zasłużoną, bo wiadomo 
Dotąd tylko mądre sowy 
Miały tytuł  naukowy,
A lis nie był doceniany.
Za kradzieże potępiany.
Robiono wiele hałasu,
Choć tylko od czasu do czasu
Zaglądał do kurników,
Bardziej z sympatii do drobiu
Niż z niecnych wybryków.

Odkąd został profesorem
Był dla innych lisów wzorem.
Skończyły się nocne wypady,
A zaczęły naukowe narady.
Biegały za nim zwierzęta wszelkie
Małe, duże i wielkie
I wołały; Profesorze
Co tam słychać w pańskiej norze?
Pisze Pan dziś felietony?
Może wiersze dla swej zony,
Albo śmieszne zgadywanki
Dla córeczki swej Zuzanki?
Gdzie Pan dzisiaj ma wykłady?
O, nie wpadnę, nie dam rady!

Dziwiły się kury ogromnie
I gdakały nieprzytomnie. 
Obwieszczały na podwórku:
Dla lisa nie ma ratunku!
On w birecie spaceruje
Głośno przy tym peroruje
Jakieś bardzo mądre zdania.
No, wprost nie do słuchania.

Kogut zaś popadł w depresję.
No i stracił swą koncesję
Na dozorcę kurzego stada.
Nie musi w nocy pilnować 
Czy lisek się cicho skrada.
Lecz nie je, nie pije, nie pieje
Oj, źle się w kurniku dzieje!

Minął roczek, drugi, trzeci 
I powiem Wam drogie dzieci,
Że już znudził się Barnabie
Nadany tytuł naukowy.
I znowu zaczął z kolegami
Chodzić do kurników na łowy.

Biegały za nim zwierzęta wszelkie
Małe, duże i wielkie
I wołały: Profesorze,
Zrezygnować Pan nie może!!
Tak po prostu nie wypada 
Nie, to  normalna żenada!
Kto to widział, profesorze
Toż to ujma na honorze!
	
Na to rzecze lis Barnaba;
Trudno, może nie wypada, ale...
To nie dla mnie, mówię Wam
Ja naturę lisią mam.
Ja do niecnych spraw mam chęci
Mnie nauka już nie kreci.
Ja nie lubię dyscypliny.
Wole zastrzyk adrenaliny
Kiedy z grzędy zwijam kurkę
Lub zaglądam poprzez dziurkę
Do obory lub kurnika
Wtedy dreszczyk mnie przenika 
I wywijam w górze kitą.
Przekąskę mam wyśmienitą!
To ja lubię, to mi gra. ha,ha,ha
Ale księgi, biret, toga
Dajcie spokój, czasu szkoda!
Nie potrzebny mi tytuł naukowy.
Do dymisji jestem gotowy!

Skończyło się namawianie
Jak lis rzekł, tak się stanie
Bo szkoda na naukę czasu,
Gdy lisa ciągnie do lasu.

 

 

19:48, irenka601
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 lipca 2017

Marzenia, marzenia...........któż ich nie ma?

Marzymy na jawie i we śnie, o rzeczach istotnych, błahych, nierealnych, bzdurach i takich, o których z góry wiemy, ze są nie do spełnienia. Każdy z nas ma jakieś swoje prywatne marzenia i dobrze, bo to daje nam siły do osiągnięcia jakiegoś zaplanowanego celu, daje nadzieję na spełnienie.

Mnie się tez marzyło wiele rzeczy, ale nie myślałam, że w tym wieku, po tylu latach wolności, po wejściu do Unii Europejskiej będę marzyła nie dla mnie, ale dla moich dzieci i wnuków o tym by ICH kraj ojczysty był normalnym, demokratycznym krajem.

Wolność, równość, demokracja.........piękne hasła. Moje pokolenie zna ich znaczenie i na sobie doświadczyło wielu upokorzeń i nie pozwoli na dalszy demontaż kraju, ale musimy uświadomić młodym ludziom co oznacza w praktyce brak tych prostych  słów.

Do nas, ludzi dojrzałych, doświadczonych przez historię naszego kraju należy uświadamianie czym grożą nam forsowane w niespotykanym tempie ustawy.

Marzy mi się większa świadomość narodu polskiego... 



 

To było wczoraj, a my nadal jesteśmy pod wrażeniem, nadal w domu rozmawiamy tylko o wojnie, wymieniamy się uwagami i komentujemy ekspozycję. Nie sądziłam, że aż tak będę przeżywać zdawałoby się zwykłą wystawę poświęconą II wojnie światowej. Temat znany ze szkoły, z filmów, literatury czy wspomnień świadków tamtych lat. Muzeum jakich wiele już zwiedziłam, ale ta ekspozycja w gdańskim, bardzo ciekawym architektonicznie budynku jest wyjątkowa. Może to nagłośnienie sprawy usunięcia dyrektorów i twórców wystawy i według mnie zupełnie bezpodstawnej krytyki, spowodowało wielkie zainteresowanie i długie kolejki do kas. Zwiedzający, a wśród nich bardzo liczni cudzoziemcy, w ogromnym skupieniu oglądają fotografie, dokumenty i pamiątki podarowane przez rodziny, a może przez uczestników tej najstraszniejszej wojny. Można obejrzeć filmy dokumentalne, zapoznać się ze wspomnieniami, posłuchać wywiadów i uświadomić sobie, że przecież to było nie tak dawno. Żyją świadkowie tych strasznych mordów, głodu, tragedii całych narodów i… tu sobie zadaję pytanie, które pada w ostatniej sali muzeum – czyżby nic nas nie nauczyła historia? Czy ludzkość nie pamięta?... Na ścianie duży ekran podzielony na pół... Dwie projekcje. Po prawej czas pokoju, a po lewej Aleppo, Czeczenia, Krym, uchodźcy, śmierć... To się dzieje teraz, w tym samym czasie, na tej samej planecie i to my, homo sapiens, władamy nadal tym światem.

Zadawaliśmy sobie pytania, na które, o zgrozo, nie ma odpowiedzi. Czy człowiek musi zabijać, poniżać, głodzić, nienawidzić drugiego człowieka? Czy następne pokolenia muszą znowu przechodzić gehennę, pewnie o wiele większą niż do tej pory, bo człowiek udoskonala narzędzia zbrodni, wymyśla nowe rodzaje broni, samoloty, rakiety, bomby.
W imię czego?

To nie jedyne pytanie jakie stawiam dziś. Drugie dotyczy naszej sytuacji w kraju. Kraju, który ucierpiał chyba najwięcej przez tą wojnę, nie wspominając o czasach powojennych i gdy dziś, idąc chodnikiem w letnie popołudnie w malowniczej nadmorskiej miejscowości, spotykam około 60-osobową grupę młodych ludzi z ONR-u pytam; dokąd zmierzamy? Dokąd ONI zmierzają? Naszywki na rękawach, panterki, podgolone głowy, czarne podkoszulki, a wśród nich dziewczęta kilkunastoletnie…

Historia kołem się toczy… Oby nie!!

 

 

 

 

17:22, irenka601
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 czerwca 2017

 

Jak niewiele trzeba by poczuć się znowu młodym, by ożyły wspomnienia, by poczuć nastrój tamtych dawno niby zapomnianych i jakże odległych chwil…by znowu znaleźć się w przeszłości i może uronić małą łzę…. I właśnie dziś, zupełnie niespodziewanie nadeszła taka chwila.

Upalny czerwcowy dzień. Gorące słońce na nieprawdopodobnie niebieskim niebie ogrzewa wysuszoną polderową łąkę nad Wisłą, która za chwilę skończy swój bieg w morzu. Rzeka mruczy cichutko i od czasu do czasu pluszcząc obmywa kamienny brzeg. Śliskie kamienie błyszczą w słońcu dając możliwość chwilowego choćby odpoczynku ciekawskim mewom. Kaczki nurkując zawzięcie w poszukiwaniu pożywienia wystawiają swoje czarne kuperki. Uwijają się nad wodą topiki, komary i czasem ważki. Lekki wiaterek masuje delikatnie wiślane fale… błogo, cicho i gorąco. Lato!

Siadam na skoszonej łące, opieram się o wielką roladę siana, która teraz zastępuje dawne kopczyki i przenoszę się w przeszłość…Wdycham zapach skoszonej trawy, wysuszonej ziemi, słucham szumu wody, zamykam oczy. Wokół cisza błoga i nagle spod miedzy wylatuje w niebo i wisi niby na niteczce malutki, szary, niepozorny ptaszek i śpiewa chyba tylko dla mnie najcudowniejszą melodię jaką można w takiej chwili i w takim miejscu usłyszeć…To skowronek – artysta jakich mało! .Czary jakieś…Bajkowy świat…. cudowne deja vu….

Siedzę jak na jakimś nieprawdopodobnie pięknym spektaklu w cudnej scenerii, której autorem jest tak nieszanowana przez nas przyroda. Trwam odrętwiała, zamyślona,, rozmarzona…i wracam myślami na chwilę do lata z mojego dzieciństwa.

Lato z mojego dzieciństwa.

Upalne, czasem burzowe, pachnące skoszoną łąką na której stały kopki siana. Niekiedy w obawie przed nadciągającą burzą gospodarze w dużym pospiechu grabili wielkimi grabiami siano, które ładowali na konne wozy. Spocone konie ciągnęły wielkie, niemal piętrowe fury na szczycie których zawsze siedział prawie niewidoczny wożnica. W złocistych łanach zboża czerwieniły się maki, rosły fioletowe kąkole, a niebieskie chabrowe płatki zerkały ciekawie. Ileż to razy wiłam nieporadnie stokrotkowe wianuszki na głowę i tak przystrojona dumnie defilowałam Kaleczyło w stopy ostre rżysko i nigdy nie mogłam zrozumieć jak dzieci mogły chodzić na bosaka. Koniec wakacji zawsze kojarzył się ze snopkami stojącymi na polach. Budowano zwykle koło gospodarstw wielkie stogi wypełnione słomą. Na polach rolnicy za końmi mozolnie orali swoje poletka często w towarzystwie długonogich bocianów szukających w skibach przysmaków. Sielsko jak w obrazach Chełmońskiego …

Wakacyjne lato spędzałam zawsze nad morzem. W Łebie, jeszcze wtedy malutkiej rybackiej osadzie i w Mikoszewie nad wpadającą do morza Wisłą. Godzinami przesiewałam piasek na dzikiej plaży, taplałam się w czystym morzu i biegałam z dzieciakami po lesie. Zabraniano nam zapuszczać się w głąb lasu z powodu wojennych pozostałości , ale i tak przynosiliśmy do domu ogromne ilości mniejszych i większych łusek a czasem fragmenty niemieckiego uzbrojenia, klamerki, jakich hełm..

Teraz moje wnuki buszują po mikoszewskim lesie, budują zamki z piasku na dzikiej plaży, chodzą nad Wisłę, pływają kajakami po żuławskich kanałach i cieszą się latem, ale czy będą miały takie same wspomnienia? Czy dadzą się zafascynować przyrodzie i otaczającym je światem?

 

20:59, irenka601
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 czerwca 2017

No cóż, starczy tego milczenia. Wracam do bloga co prawda za pomocą wierszy, ale szykuję się do wydania następnej mojej płyty z wierszykami, piosenkami, zagadkami dla najmłodszych. I znowu jak zawsze o tej porze roku zaszyłam się na Zuławach w domku pod lasem. Tematów do wierszyków nie brakuje, bo to przyroda i moje ukochane zwierzątka ogrodowe i leśne dostarczają mi ich ogromne ilości. . Wiewiórki karmione orzechami zaglądają coraz śmielej i korzystają na spółkę z ptaszkami z ogrodowego poidełka. Szklana miseczka przyciąga uwagę wszystkich stworzonek. To cudowny widok oglądać kąpiące się młode sójki pod bacznym okiem rodziców. Wiewióreczki smiesznie myją swoje buziaki trzepocząc pierzastą kitką. Para zakochanych i wiernych gołębi spędza na rozłożystej mirabelce całe godziny patrząc jak piszę moje wiersze. Czasem wiatr porwie białą kartkę płosząc podglądaczy... Dzięcioł, mój stary doktor, zajął się sosną rosnącą obok tarasu. Nic sobie nie robi z mojej obecności.  Widać przyjęły mnie do swego grona mieszkańcy lasu, z czego jestem bardzo dumna. Tylko "Cudzy", czarny kot ,towarzysz moich poprzednich pobytów nad morzem , jeszcze nie przybył...szkoda, ale kto wie....  

 

21:15, irenka601
Link Dodaj komentarz »

Idzie do nas cudne lato po zielonej łące.

Gdzie tylko spojrzy tam kwiaty pachnące

Kolorami tęczy oczy nasze mamią.

Wianek misternie pleciony niesie na czole,

a w nim maki czerwone, chabry i kąkole,

kłosy zbóż nabrzmiałe chylą swoje głowy.

Płaszczem ustrojone z cudownego kwiecia

w ręku koszyk niesie i rozsiewa po świecie

czarodziejską różdżką owocowe cuda:

Maliny, truskawki, wiśnie i jeżyny.

Witają lato ptaków przecudowne trele,

z gniazd wylatują nasi młodzi przyjaciele.

Wychodzą na spotkanie szczęśliwi mieszkańcy lasu

czyniąc w Noc Kupały wiele cudownego hałasu.

Słońce wysyła gorące promienie płynąc po lazurze nieba.

Ciepły zefir buszuje w kwiecistej trawie

płosząc pszczoły i przeszkadzając w zabawie

ważkom, trzmielom i młodym ptaszkom.

Łubin strzelisty wygląda spod  liścia łopianu.

Nad wodą żółte kaczeńce zerkają zazdrośnie

Sójkowe dzieci ćwiczą niskie loty

Wiewiórki psocą sprytnie skacząc na sośnie.

Tu niezabudka błyśnie, tam rumianek bielą zaświeci.

Czas wakacji nastał, cieszą się nasze dzieci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

20:50, irenka601
Link Dodaj komentarz »

Jeszcze gdzieniegdzie płaty śniegu leżą

Jeszcze gdzieniegdzie kałuża w słońcu skrzy

Jeszcze krzykliwe ptaki cicho siedzą

Jeszcze mrożny wiatr wieje i deszczem mży

A już dzień zaczyna robić się dłuższy

I słoneczko śmielej ogrzewa nam świat

To Pani Wiosna idzie przez pola i łąki

Cieplejszym podmuchem chwali się wiatr.

Dzwonią dzwoneczki trącane wiatrem

Pączki pękają w gałęziach drzew

Kwieciem rozkwitły nasze pola

W lasach zagościł radosny śpiew.

Zieleń króluje teraz na świecie

W zielonym kolorze malowany kraj.

Zielone łąki obsypane kwieciem.

W zielonym kolorze Wiosna zbudowała raj.

Budzą się dożycia ptaki, zbudziła przyroda

Cieszmy się Panią Wiosną, każdej chwili szkoda .

 

 

20:24, irenka601
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 października 2016

Wróciłam do.... rzeczywistości. Strasznej rzeczywistości. Wróciłam do miasta położonego w prawie centralnym miejscu Europy. Nie cofnęłam się w czasie, tak mi się chyba tylko zdawało. To ten sam wiek, ten sam czas kiedy cywilizowany świat podbija kosmos, kiedy w dłoni każdego dziecka jest telefon komórkowy, kiedy medycyna robi nieprawdopodobne postępy i ten sam czas kiedy w Polsce maszerują ulicami miast bandy ogolonych młodych ludzi z ONR-u. Ten sam kraj w którym pozbawia się kobiet podstawowych praw decydowania o sobie......

Niestety, to już jest ten sam kraj. To dwa podzielone światy! I obawiam się, że nie do zespolenia!

Mam siedemdziesiąt lat. Wiele przeżyłam, wiele widziałam, wiele zwiedziłam ale nigdy nie sądziłam, że dożyję takich czasów..

Zostaje mi tylko brać czynny udział w protestach, bo jak na razie tylko taka forma walki jest możliwa, ale co dalej? Odejdę z tego pięknego świata, ale zostaną moje córki i ich córki, wnuczki  ......

To nie jest tylko smutne, to jest przerażające!

 









piątek, 23 września 2016

Trochę smutno się zrobiło. Choć słonce przygrzewa czuć w powietrzu nadchodzącą jesień. Brzozy powolutku zaczynają gubić listki, sosnom brązowieją igły, ale najlepszym znakiem odchodzącego lata są klucze odlatujących ptaków. Nad Wisłą na północ odlatują krzykliwe zazwyczaj gęsi, a kormorany z "mojego" lasu" kierują się na południe. Czasem na niebie mogę obserwować mijające się pięknie uformowane ptasie wycieczki.

Od paru dni szczególnie wieczorem krótko przed zapadnięciem zmroku, odbywa się na niebie cudowne widowisko. Darmowy pokaz przedziwnych figur i postaci podświetlonych na czerwono ostatnimi promieniami zachodzącego słońca.

Siedziałam wczoraj na wale nad Wisłą i nie mogłam oderwać wzroku zafascynowana pięknym widokiem. Było już dość ciemno, wiał niewielki północny wiatr, słychać było szum morza, pomarszczona woda Wisły srebrzyła się cudownie a we wsi szczekały psy.... i cisza.

Tego trzeba doświadczyć samemu by zrozumieć, bo opisać słowami się nie da. Nie oddam nastroju tamtych chwil, tak jak nie przekaże moich odczuc kiedy jechałam w nocy wąską drogą przez szuwary, a pełny Pan Księżyc towarzyszył mi dzielnie aż do promu. Rozjaśniał mrok, prowadził zakosami polnych dróg, srebrzył wodę w licznych kanałach i falował na lekko pomarszczonej Wisle.

Ech, ile cudownych chwil może dostarczyć obcowanie z naturą w jej nienaruszonym stanie, ile ciekawych i śmiesznych sytuacji można zaobserwować podglądając zwierzęta i ptaki. Ciągle spotykają mnie nowe rzeczy, zauważam nowych mieszkańców lasu czy choćby ogrodu. Podglądam "moje" wiewiórki, z którymi nawiązałam już pierwszy kontakt. Moja orzechowa przynęta zaczęła działać i kto wie czy w przyszłości, niedalekiej oczywiście, nie dojdzie do bliskiego spotkania.

Kot "Cudzy", mój nieodłączny towarzysz sporo przytył i najbardziej lubi leżeć na moich kolanach kiedy siadam do pisania. Będzie musiał wrócić do swoich prawowitych właścicieli i jak zauważyłam czasem odwiedza swój "rodzinny" dom, pewnie w obawie przed eksmisją.

Ogród posprzątany, trawa skoszona, ogniska ugaszone i czas na powrót do miasta...

Tylko szerszeni mi nie będzie brak!  

czwartek, 22 września 2016

 

Siedziała małpa na płocie

i gryzła słodkie łakocie....

A morał sam się prosi:

Miała małpa zdrowe zęby

teraz sztuczne nosi.

niedziela, 18 września 2016

 

Nad rzeczką Narewką w Białowieży

Na świerkowym drzewie

Mieszkała Kornikowa Gryzelda

Z Kornikiem Jerzym.

 

Ach, cóż to była za dziwna para!

Ona korpulentna brunetka

A on życiowy niezdara.

 

Jerzy urodą szczególnie  nie grzeszył

Walorów zbyt wielu nie posiadał

Rzadko chodził z kumplami na piwo

A w domu niewiele gadał.

 

Wydrążył co prawda mieszkanie

Trocinki wynosił do śmieci

Ale safanduła był z niego

Choć spłodził sporo dzieci.

 

Z zawodu był drukarzem świerkowym

Sumiennym, pracowitym i zawsze gotowym

Spełniać swego szefa polecenia

Drukował z wielką pasją, a nie od niechcenia.

 

Zawsze wyrabiał zalecane normy

 Nawet zawyżał dość często

Musiał się potem tłumaczyć kolegom gęsto.

 

Zaś Kornikową Gryzeldę roznosił temperament

Gdyby miała siedzieć w domu

Niechybnie wpadłaby w lament.

 

Mając wiele wolnego czasu

Chodziła do Ziuty, przyjaciółki 

Mieszkanki starego lasu

By fryzować sobie czułki.

 

Suknie zamawiała u Tekli

Krzyżakowej spod młyna

Chętnie korzystała z jej pomocy

Bo to była miła dziewczyna.

 

Nigdy nie robiła uwag o Gryzeldy figurze

Choć było widać gołym okiem,

Że dolne partie ma stanowczo zbyt duże.

 

Często korzystała z gabinetów odnowy

Do Feli Biedronki chodziła na masaż

Oczywiście kręgosłupowy.

Bo często ból pleców Gryzeldzie doskwierał

 

A mąż Jerzy tylko oczy ze zdumienia przecierał

I całe szczęście, że charakter miał ugodowy,

Bo na nic by się zdały

Zabiegi w gabinecie odnowy.

 

Czasem potrafiła zrobić coś dobrego

Wysłuchała koncertu Świerszcza Alojzego

Pogadała z Aldoną Świerszczową z domu Skrzatek

I o zdrowie spytała świerszczowo-skrzatkowych dziatek.

 

Jednak paskudny miała charakter Kornikowa

Zawsze do kłótni była gotowa.

Wszędzie roznosiła ploty.

Tak to jest, jak baba nie ma roboty!

 

Dzieci mieli odchowane z drukarskim fachem

Najstarszy był zecerem, najmłodszy składaczem

Samodzielni i każdy u siebie drukował

A z biegiem czasu licznych dzieci się dochował.

 

Kornikowie byli bardzo liczną

i w miarę szczęśliwą rodziną

aż pewnego dnia przyfrunęła Sowa

Z  przerażającą nowiną:

 

"Dyrektor puszczy Żubr Eustachy

w asyście ochroniarzy watahy

ogłosił dzisiaj na polanie

że cała rodzina Korników

w naszej puszczy nie zostanie!"

 

Wściekły się Korniki ogromnie

Gryzelda wrzeszczała wręcz nieprzytomnie

Ze z puszczy się nie wyniesie

I jak gminna wieść niesie

do buntu Korniki nawołuje.

 

Zwołała Gryzelda tajną naradę

Na której jednogłośnie postanowiono

zorganizować protestacyjną paradę.

Napisano gorącą petycję

że Korniki nie zgadzają się na banicję.

I złożyły ją na ręce dyrektora puszczy....

 

Już minął maj, czerwiec i dwa październiki

I co? I nic! A korniki?... Korniki

jak czekały tak czekają na wyniki.

21:43, irenka601 , wiersze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 września 2016

Cicho wszędzie, tylko ważki latają bezgłośnie i znowu powstał nowy wierszyk. Działam ostro i jak tak dalej pójdzie zapełnię nimi nie jedną a kilka płyt. Nie ma co się dziwić, kiedy słońce, lazur nieba, kot, zielona trawa i świergot ptaków obligują do przelania rymowanek na papier.

Wyjątkowy wrzesień w tym roku, wręcz gorąco. Nawet w wakacyjne miesiące nie było tak ładnie jak teraz. Całe dnie siedzę w ogrodzie i nie mogę się nacieszyc spokojem mąconym niekiedy stukaniem dzięcioła czy psotami wiewióreczek. Jedyna niedogodność to żarłoczność obrzydliwych bezskorupowych, pomarańczowych ślimaków, które bezpardonowo zjadają podgrzybki rosnące na mojej działce. Stosuję, ale bez wielkiego powodzenia, różne sztuczki by odstraszyć te potwory. Sprawdzony sposób na uchronienie grzybka przed konsumpcją przez ślimaka to nakrycie go metalowym sitkiem od herbaty. W ten prosty sposób mogłam usmażyć sobie dwa podgrzybki na kolację. Jedzenia za dużo nie było, ale jaki zapach!



Pewnego ciepłego lata

Zamieszkała nad jeziorem

Piękna ważka Donata.

 

Czarne oczy z z przyoczkami

Osłonięte długimi rzęsami,

Nóżki cudne owłosione

Pazurkami zakończone.

Skrzydła dwa i smukła kibić

Taką nieziemską kibicią 

Można się z tłumu wybić!

 

Nasza cudna świtezianka

Latała tak każdego ranka

Budząc wokół podziw wielki.

Ale odtąd inne ważki

Bały się osobistej porażki

W poszukiwaniu męża.

Wiadomo, że na ogół

najładniejsza zwycięża.

 

Raz podczas wolnego lotu

Na niewielkim dystansie

Tak od płotu do płotu

Zobaczyła pana Arnolda.

Urodą jego powalona

Ledwie wyhamowała,

Bo byłaby się na płocie

Strasznie poobijała.

 

Arnold, ważkowy Adonis!

Miejscowy serc pożeracz!

Kochały go panny ważki

lecz przy takiej konkurencji

bały się strasznie porażki.

 

A nasza panna Donata

zagięła parol na niego,

Bo gdzie znalazłaby

Męża przystojniejszego?

I w pewnym pionowym starcie

Celowo spowodowała zwarcie

I tak Arnolda poznała

I jak się domyślacie

Od razu pokochała.

 

Arnold strzałą Amora trafiony

Urodą wręcz oszołomiony

Donatę o rękę prosi

A Donata ze szczęścia

Szlochem się zanosi!

A po weselu nad jeziorem

odjechali w podróż poślubną

- motorem!

 

A w tej mojej opowieści

Morał niewielki się mieści:

Przy polowaniu na męża

Czasem nie najładniejsza

Lecz najsprytniejsza zwycięż.....

16:45, irenka601 , wiersze
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2016

Idzie drogą stonoga

Przerażona nieboga

Ledwie dyszy i sapie

Za serduszko się łapie

I biadoli okrutnie

-Ola boga, ja nieboga!

 

Szła z wizytą do doktora

Bo stwierdziła, że jest chora.

Kiedy wreszcie tam przybyła

Bardzo już zmęczona była

Bo problemy miała z nogą

A właściwie z setką nóg.

Boże drogi, tyle trwogi!

 

Stary doktor zmarszczył brwi

i powiada:  powiedz mi

Cóż dolega drogiej pani

Co cię boli, gdzie uwiera.

Proszę się już rozbierać.

 

Aj, bolą mnie okrutnie nogi

A właściwie kilka nóg.

Boże drogi, ile trwogi

Nawet nie wiem ile nóg?

Od dwudziestej aż do setnej.

Raz piętnasta, raz dwunasta

Wczoraj nawet osiemnasta.

Kiedy dzisiaj szłam do pana

Bolała mnie ósma od kolana.

Przy czterdziestej strasznie strzyka

Oj, można z bólu dostać bzika!

W prawej piątej spuchła kostka,

No, ale to jest drobnostka!

Za to w drugiej z lewej strony

Odcisk mam, już zaogniony!

W pięćdziesiątej jest ostroga

Co mam zrobić? Ola boga!

Ach te bóle są męczące

Raz kłujące, raz swędzące!

No i ciągle mam kłopoty

I na psoty nie mam ochoty!!

Gdyby mnie tak nie bolały

to świat byłby doskonały!.

Poradz proszę coś doktorze,

Jak nie pan, to kto pomoże?

 

Doktor przetarł okulary

I powiada: nie do wiary!

Poleż chwilę tak bez ruchu

A ja sprawdzę nogi twe.

Zwykle badam nogi dwie.

Ale dziś się  narobiło

Do badania nóg przybyło.

Ola boga, jaka trwoga

która panią boli noga?

Ależ problem to nie lada

Tyle nóg to wręcz żenada!

Ja rozumiem, jedna para nóg,

Ale tyle? Ola boga! Jaka trwoga!

Toż to jakiś cud!

Ojej, co też pani gada

Na wszystkie nogi buty pani zakłada?

Istna degrengolada !

 

To przez buty taka męka!

Z ich powodu pani stęka!

Jeśli już chcesz chodzić w butach

Kupuj wszystkie takie same.

Kto to widział każdy inny

Wszystkie niedopasowane!

To szaleństwo, nie do wiary

Każdy but od innej pary!

 

Są sztylblety i kozaczki

I japonki i gumiaczki.

Widzę również adidaski

Mają z boku po trzy paski.

Tenisówki i pepegi

Popularne cichobiegi.

Są też baletowe pointy

I szpileczka jest bez pięty.

Nawet kilka balerinek

Choć to buty dla dziewczynek.

Papcie, łapcie i lakierki

Kto to widział. boże wielki?

 

Teraz wiem, zrobiłam błąd

No, ale skąd mogłam wiedzieć, no skąd?

Jak poszłam do sklepu kupować

To nie mogłam zdecydować

Jakiego dokonać wyboru.

Tyle jest pięknych butów,

A ile fasonów i kolorów!

Ja wiem, z każdej pary kupiłam jeden but,

No, może za dużo ciut?

 

Trzeba z butów zrezygnować.

Żadnych więcej nie kupować.

Teraz będziesz chodzić boso,

Kąpać nóżki ranną rosą

I po lesie spacerować,

Wieczorem zaś nóżki masować.

Bo stonoga, moja droga

Zawsze była bosonoga!

08:24, irenka601
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2016

Już trzeci tydzień siedzę nad morzem i upajam się ciszą, spokojem i piękną pogodą. Jak zwykle podglądam toczące się wokół mnie życie w ogrodzie i w lesie. Chodzę nad morze, nad Wisłę, czasem wybiorę się na spacer po gdanskiej starówce albo do Krynicy Morskiej. Zyc nie umierać!

Przy okazji, jak zwykle napiszę jakiś wierszyk dla dzieci. Szykuje się następna płyta i potrzebne nowe wierszowane opowiadanka.  Gotowy jest "Swierszcz Alojzy" wierszyk napisany po "wizycie" świerszczyka który usiadł na moim stole kiedy kończyłam pisać wierszyk o stonodze. Tematów nie brak, a przyroda sama podsuwa pomysły. 

W Szczekocinie koło rynku

Przy ulicy Świerszczykowej

Obecnie jednokierunkowej

W małym domku krytym strzechą

Mieszkał Pan Alojzy Świerszcz.

 

Świerszcz Alojzy! Kto go dojrzy

Ten muzykę w sercu ma.

Temu świat się jawi rajem

Bo Alojzy pięknie gra.

 

Nóżką trąca swoje struny

I wydaje cudne dżwięki

Czasem rzewne, czasem smutne

Nieraz trafią mu się jęki.

 

Gra z miłości do muzyki.

Wszystkie nuty dobrze zna

A w zimowe wieczory

serenady za piecem gra.

 

Cyka cicho delikatnie,

cyk, cyk cyk  już zmrok zapada

cyk, cyk , cyk już kończy się dzień

I do snu czas się układać.

 

Raz na łące koncert dał

Trzy godziny grał i grał.

Włożył w granie całą duszę

I zatracił się okrutnie

Podobnie jak kiedyś w Kutnie.

Po koncercie opadł z sił

Bo zmęczony strasznie był

Któz to widział tyle grać

I przy graniu jeszcze stać!

 

Kiedy już nabierał sił

Spokojniejszym nieco był

Gdy opadły już emocje

Zagadnęła go sąsiadka

Koncertu słuchaczka Alfreda Skrzatka.

 

Ach,ach ......panie Alojzy

 Proszę, niech pan spojrzy 

Jakie łzy wyciskasz z mych ócz  

Ile żaru i miłości wskrzeszasz we mnie

Ach, toż to istny cud!

 

Koisz me nerwy muzyką swą

Cykaj i cykaj tak do rana!

Zawładnąłeś duszą mą

Panie Alojzy, jestem cała dla pana!

 

Jak niesie gminna wieść

Szanowny pan, Alojzy Świerszcz

Poślubił był Alfredę Skrzatkę

i spłodził świerszczo-skrzatków gromadkę.

 

I odtąd Szczekocin słynie

Ze świerszczo-skrzatkowych miłosnych serenad

granych również w Szczebrzeszynie.

21:22, irenka601
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

I znowu przerwa w pisaniu, dwa miesiące! Zawsze jak się cos ciekawego dzieje w moim życiu to zapominam pisać, choć pewnie to brak czasu i zaaferowanie pozbawia mnie możliwości spędzenia kilkunastu minut przy klawiaturze. Nic mnie jednak nie tłumaczy!

Dzialo się "strasznie" dużo pięknych, niecodziennych i historycznych chwil w jak się okazuje niewielkim okresie czasu.... bo można  hucznie obchodzić 70-tkę, wydać kochaną corkę powtórnie za mąż za uroczego faceta i zostać teściową w ciągu dwóch miesięcy! 

Siedemdziesiątka - kawał życia, nawet dość spory. Remanentu nie robię, bo po co, ale cieszę się, że  dożyłam tak "sędziwego" wieku zdrowa na ciele i umyśle. Nie czuję się staro i pewnie nie jednego młodzieniaszka zawstydziłabym wigorem i apetytem na życie. Realizuję swoje marzenia, piszę wierszyki dla dzieci, nagrywam następną płytę, bawię się w "śpiewanie" i prowadzę  autorski program "Scena talentów". Coż jeszcze wymagać od życia? Tylko zdrowia!

No i "wydałam" córkę za mąż!  Po siedmiu latach wdowieństwa Karo spotkała swoją drugą połówkę w Jerozolimie. I nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że Pan Młody jest Holendrem. Tak się czasem w życiu plecie; Polka z Holendrem postanawiają mieszkać w Izraelu. Nie pozostaje nam nic innego jak życzyć młodej i pięknej parze szczęścia i miłości!

Jak widać miałam bardzo pracowite wakacje. Zaręczyny, wesele i kilkudniowy pobyt w Izraelu, a teraz błogi wypoczynek nad polskim morzem!! Wyrwałam się w moje kochane Zuławy i cieszę się cudowną pogodą. Znowu odwiedził mnie i nie odstępuje na krok kot "Cudzy", stare koleżanki wiewiórki z apetytem zajadają szyszki z moich sosenek, dzięcioł nadal bardzo głośno zapoznaje się ze stanem zdrowia drzew w pobliskim lesie, a szerszenie "radośnie" bzykają i pracowicie wiją sobie chyba największe gniazdko na świecie pod dachówką na dachu.

Zyć nie umierać! 



środa, 13 lipca 2016

Coś dzisiaj w krzakach się ruszało

Szeleściło i mruczało

Czyżby to był gruby zwierz?

Nie, to tylko mały jeż.

 

Szedł na spacer leśną drogą

Spokojnie, noga za nogą

Aż tu nagle coś łupnęło

Spadło z drzewa i stanęło.

 

Strasznie huku narobiło

I jeżyka przestraszyło.

A to tylko wiewióreczka

Jeża ruda sąsiadeczka.

 

Spytała zaczepnie jeża:

"Co się tak pan dziś najeża?

Czemu stroszy pan swe igły?

Myślałby kto - z igły widły!"

 

"To ty nie wiesz, moja droga?

Kolce jeża to przestroga

Lepiej igieł nie dotykaj

Chcesz pogłaskać, to zapytaj".

 

"Nie zaczepiam wcale Pana

Ja pracuję już od rana

Zbieram ziarenka z szyszek sosny

Robię zapasy, by starczyło do wiosny".

 

"A Pan, jeżyku, zasypia w zimie?

Czy siedzi w cieple, jak świerszcz w kominie

Gdzie pan zbuduje domek swój?

Na łące, czy wysoko jak mój?"

 

"Kiedy kończy się jesienna słota

Biorę trochę liści, mchu i błota

I w lesie domek buduję

W którym zimę przezimuję".

 

"A ja w domku na drzewie spędzam czas

Mam świetny widok na las

Orzeszki sobie zajadam,

Czasem z sąsiadką pogadam

I spokojnie czekam na wiosnę".

 

 

I tak miło pogadali

Jak starzy sąsiedzi

Każdy poszedł w inna stronę

I w swoim domku siedzi. 

 







 



22:42, irenka601
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2016

Przyszła dziś myszka do Ninki

i spytała grzecznie:

"Nie masz troszkę szynki

Albo plasterka sera dziurawego?

Poratuj Ninka głodującego

Od wczoraj nic nie jadałam

Zmizerniałam, na wadze spadłam

Choć apetyt mam jak szalona

Przez koty chodzę niedojedzona.

W twoim domu są trzy koty

Lenie spasione, niecnoty

Przez nich z norki nie wychodzę

I dlatego wciąż się głodzę

W mej spiżarni puste półki

Zjedzmy Ninka kanapkę do spółki".

 

Dobre jest serduszko u Ninki

Dała myszce trochę słoninki

I serem się podzieliła

I odtąd w przyjaźni  z myszką żyła.









czwartek, 07 lipca 2016

Oj co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Weszła koza na płot i pieje

I pieje tak już od rana

Oj, matulu moja kochana

Całe podwórko z kozy się śmieje.

 

Oj, co się dzieje, Oj co się dzieje!

Gęgają gęsi i kwaczą kaczki

i strasznie piszczą małe pisklaczki

A stary indor wziął się pod boki

i lewym okiem mrugnął do sroki

Jak długo ma się tak dziać?

No, kiedy skończy piać?

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Czekaja wszyscy, aż zejdzie z płotu

Oj, z zejściem będzie trochę kłopotu!

Więc sroki poszły pogadać z sową

Niech mądra sowa poruszy głową

jak z tego płotu zejść.

 

Oj, co się dzieje, Oj co się dzieje?

W kurniku dzisiaj popłoch nie lada

bo zamilkł kogut i już nie gada

Kury zmartwione i osowiałe

zapadły w lekki sen.

 

Oj, co się dzieje! Oj co się dzieje?

Już księżyc wzeszedł, a koza pieje

Czekają wszyscy, aż skończy pianie

Bo ile można tak stać na płocie

i przeraźliwie piać?

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Wezwali kozła, co mieszkał obok

Popatrzył bystro, pokopał nogą

do kozy beknął: złaź prędko z płotu

Twe miejsce jest u mego boku!

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Nic się nie dzieje.

Zeszła koza z płotu i już nie pieje.

Kogut odzyskał miejsce na plocie

Cisza nastała... i po robocie.

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Dużo się dzieje! No, kogut pieje

Gęgają gęsi i kwaczą kaczki

Wesoło piszczą małe pisklaczki

A stary indor ładu pilnuje

A koza? a koza z kozłem... wzięła ślub! 

09:22, irenka601
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2016

Leje żabami. Zimno, wietrzno i mokro. Nie pozostaje mi nic do zrobienia jak tylko pisać wiersze. Wczoraj naszła mnie muza i spłodziłam trzy duże wierszowane opowiadania, z czego jedno z powodzeniem może być piosenką. Świetna zabawa na takie smutne dni.

Po oszlifowaniu i spisaniu z tysięcy karteluszek postaram się zamieścić wierszyki na blogu. 



Nie wiem, czy wszyscy wiedzieli,

że na łące mieszkał kret Marceli

Malutki, drobniutki krecik,

który wiecznie gubił swój berecik.

 

Szukał go nieustannie

w szafie, w kuchni, pod łóżkiem, w wannie

Zaglądał do kosza na śmieci 

Pytał wszystkie napotkane dzieci 

- widziałyście mój berecik? 

 

Szuka już tydzień, drugi i trzeci

Śmieją się z niego wszystkie dzieci

Bo dobrze szukać, to jest sztuka,

a kret zapomniał czego szuka.

 

Poszedł do Ninki pożyczyć pralinki,

a u Mili nie zagrzał nawet chwili

Bo to był właśnie czwartek,

a wtedy bywał u niej Bartek.

 

Od Kubusia chciał pożyczyć śruby

by skręcić krzesło rozchwiane,

a do Noy przyszedł po pastę

by mieć buty zapastowane.

 

Wczoraj spotkał bąka i zapytał

dlaczego tak się błąka po łąkach

i czy przy okazji nie spotkał

jego młodszej siostry - Małmazji?

 

Julii powiedział, że ma dużo czasu

i zabrał ją na wycieczkę do lasu,

a z powodu chęci ochłody

wprosił się do Marysi na lody.

 

Z Filipem chciał rozegrać mecz

lecz piłka była pęknięta,

a do Zosi nawet nie wchodził

Bo były u niej dziewczęta.

 

Zaś u sąsiadki Karolki

rozwinął cały papier z rolki

i połamał kredki kolorowe,

zaostrzone i do rysowania gotowe. 

 

Z Matanem pograł na komputerze

pojeździł na "Babci Do" rowerze

Wpadł na moment do Babci Irenki

bo chciał przymierzyć balowe sukienki.

 



A "Dziadek A" z "Dziadkiem Ju"

już  chcieli położyć go do snu

lecz w końcu przyszedł Pan Krecik

Przyniósł Marcelemu berecik

i przeprosił wszystkie dzieci,

że jego syn krecik - rozbawił wszystkich do łez. 



 







 

 

niedziela, 03 lipca 2016

Nawet nie wiem od czego zacząć?

Tyle czasu nie było mnie na blogu, że cały dzisiejszy dzień spędziłam na przypominaniu sobie hasła. Wstyd, ale najciekawsze jest to, że nie znam powodu mojej nieobecności. Pewnie trochę lenistwo, trochę nadmiar obowiązków i nowości rodzinnych, trochę odkładania na jutro, ale nic mnie nie usprawiedliwia i teraz ze zdwojoną mocą siadam do klawiatury.

Siedzę na tarasie, w promieniach wieczornego, ale gorącego słońca, słucham szumu drzew w pobliskim lesie i rozkoszuję się trelami ptaków, a u mych stóp siedzi "Cudzy" czarno-biały kot dalekich sąsiadów zaprzyjaźniony ze mną od roku. Do swoich gospodarzy wraca tylko na noc, a raniutko już siedzi pod  drzwiami czekając na mleko.

Od dwóch dni zastaję rano na wycieraczce małą zieloną żabkę, która nie reaguje szczególnie nerwowo na mój widok, a nawet bacznie mi się przygląda. Ciekawa jestem, czy jutro tez "wpadnie" z wizytą, bo jeśli nadal będzie mnie odwiedzała, to muszę się zastanowić co to oznacza. Może zaczarowany królewicz? ale do całowania nikt mnie nie zmusi, choć żabka apetyczna, nie powiem.

Ptaszki, żabki, "Cudzy", las, morze... i wiadomo, zagościłam na Zuławach. Tylko na kilka dni, bo potem dom we władanie obejmuje młodsze pokolenie. Zjadą się wszystkie wnuczki i dzieci, a spokoju to już tu nie będzie do końca wakacji.  Korzystam więc z ciszy i  cudownej pogody i doprowadzam do stanu używalności moją złamaną dwa miesiące temu stopę. Przygotowuję się mentalnie do wielkiego wydarzenia, jakim będzie ślub mojej córki....

Oj, będzie się działo, ale o tym potem.





 

 

 



 



 



 

 





 



poniedziałek, 15 lutego 2016

 Tyle rzeczy zawsze mam do zrobienia i zawsze mi się zdaje że zdążę ze wszystkim, a to się okazuje, że nawet nie zrobiłam wnuczkom "orła" na śniegu , bo w nocy śnieg stopniał.  "Spiesz się powoli" w tym przypadku nie działa. Nie działa też powiedzenie - "jak będę na emeryturze to będę miała dużo czasu". Czas mam,  ale z wolnym gorzej.  W ogóle to jakoś nie tak. Zima wyniosła się daleko od Polski, wiosna jakby przyspieszona, koty "marcują" a pączki na drzewach gotowe do wypuszczenia zielonych listków. No, świat zwariował, nie wspominając o polityce.

A ja czytam, chodzę do kina, ostatnio na dobre polskie komedie, odwiedzam teatr "Rampa" i ciekawe wernisaże, a 31 stycznia 2016 byłam nawet na urodzinach.....króla.

A co, w Warszawie tez była wielka feta w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego z okazji 284 urodzin JKM Króla Stanisława Augusta. Było pięknie, dostojnie i elegancko. Po prostu- po królewsku. W bogatym programie wystąpił Zespół Muzyki Dawnej Canion Anticus, który grał muzykę Haydna, Huberty i Mozarta na starych, oryginalnych instrumentach. Wystąpili  również aktorzy czytający mowy sejmowe i relacje prasy warszawskiej z XVIII wieku oraz przeuroczy duet baletowy Joanna Lichorowicz i Sławomir Greś.

Piękny wieczór i ciekawa inicjatywa Dyrekcji Zamku. Polecam wszystkim, bo nie często mamy możliwość usłyszenia w cudnych wnętrzach dobrej muzyki.  

sobota, 16 stycznia 2016

Zawitała zima, sypnęło śniegiem, pomroziło niewielkim mrozem, zaświeciło słońcem i zrobiło się miło i czysto.

Gałęzie wielkich świerków w moim ogrodzie uginają się pod ciężarem śniegu, karmniki przypominają stare góralskie chatki z czapami na daszku, a lekko zdezorientowane synogarlice i sroki zaglądają do okien. Tylko wróbelki jak zwykle rozrabiają wesoło nic sobie nie robiąc z białego puchu. Sikorki wiszą na słonince od rana i pewnie wychwalają gospodarzy posesji. Tylko koty z obrzydzeniem podnoszą wysoko swoje delikatne łapki i starają się chodzić po własnych śladach, by tylko jak najmniej zmoczyć nóżki. Za to nasz staruszek 12-letni pinczer Bruno szaleje w zaspach, ślizgając się po tarasie.

Fajnie tak posiedzieć przy oknie w ciepłym pokoju i obserwować zimowy poranek. Fajnie nie wychodzić na mróz, kiedy nie ma się ochoty, fajnie zarwać noc przy ciekawej książce i spać do południa, fajnie  nic nie robić, jeśli nie ma się ochoty.... ale do tego trzeba "dorosnąć". Ja już dorosłam i nic nie muszę, ale ....czasem wolałabym mieć trzydzieści lat, cierpieć na brak czasu, chodzić niewyspana i ze złością  bladym świtem zrzucać budzik z nocnej szafki.

Oj, naszło mnie nostalgicznie, ale to tylko chwilka. Jutro zgodnie z obietnicą daną wnuczkom zrobię na śniegu w ogrodzie... orła, jak za dawnych lat bywało. Do tego nie potrzeba zbyt wiele siły!



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28