czwartek, 22 czerwca 2017

No cóż, starczy tego milczenia. Wracam do bloga co prawda za pomocą wierszy, ale szykuję się do wydania następnej mojej płyty z wierszykami, piosenkami, zagadkami dla najmłodszych. I znowu jak zawsze o tej porze roku zaszyłam się na Zuławach w domku pod lasem. Tematów do wierszyków nie brakuje, bo to przyroda i moje ukochane zwierzątka ogrodowe i leśne dostarczają mi ich ogromne ilości. . Wiewiórki karmione orzechami zaglądają coraz śmielej i korzystają na spółkę z ptaszkami z ogrodowego poidełka. Szklana miseczka przyciąga uwagę wszystkich stworzonek. To cudowny widok oglądać kąpiące się młode sójki pod bacznym okiem rodziców. Wiewióreczki smiesznie myją swoje buziaki trzepocząc pierzastą kitką. Para zakochanych i wiernych gołębi spędza na rozłożystej mirabelce całe godziny patrząc jak piszę moje wiersze. Czasem wiatr porwie białą kartkę płosząc podglądaczy... Dzięcioł, mój stary doktor, zajął się sosną rosnącą obok tarasu. Nic sobie nie robi z mojej obecności.  Widać przyjęły mnie do swego grona mieszkańcy lasu, z czego jestem bardzo dumna. Tylko "Cudzy", czarny kot ,towarzysz moich poprzednich pobytów nad morzem , jeszcze nie przybył...szkoda, ale kto wie....  

 

21:15, irenka601
Link Dodaj komentarz »

Idzie do nas cudne lato po zielonej łące.

Gdzie tylko spojrzy tam kwiaty pachnące

Kolorami tęczy oczy nasze mamią.

Wianek misternie pleciony niesie na czole,

a w nim maki czerwone, chabry i kąkole,

kłosy zbóż nabrzmiałe chylą swoje głowy.

Płaszczem ustrojone z cudownego kwiecia

w ręku koszyk niesie i rozsiewa po świecie

czarodziejską różdżką owocowe cuda:

Maliny, truskawki, wiśnie i jeżyny.

Witają lato ptaków przecudowne trele,

z gniazd wylatują nasi młodzi przyjaciele.

Wychodzą na spotkanie szczęśliwi mieszkańcy lasu

czyniąc w Noc Kupały wiele cudownego hałasu.

Słońce wysyła gorące promienie płynąc po lazurze nieba.

Ciepły zefir buszuje w kwiecistej trawie

płosząc pszczoły i przeszkadzając w zabawie

ważkom, trzmielom i młodym ptaszkom.

Łubin strzelisty wygląda spod  liścia łopianu.

Nad wodą żółte kaczeńce zerkają zazdrośnie

Sójkowe dzieci ćwiczą niskie loty

Wiewiórki psocą sprytnie skacząc na sośnie.

Tu niezabudka błyśnie, tam rumianek bielą zaświeci.

Czas wakacji nastał, cieszą się nasze dzieci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

20:50, irenka601
Link Dodaj komentarz »

Jeszcze gdzieniegdzie płaty śniegu leżą

Jeszcze gdzieniegdzie kałuża w słońcu skrzy

Jeszcze krzykliwe ptaki cicho siedzą

Jeszcze mrożny wiatr wieje i deszczem mży

A już dzień zaczyna robić się dłuższy

I słoneczko śmielej ogrzewa nam świat

To Pani Wiosna idzie przez pola i łąki

Cieplejszym podmuchem chwali się wiatr.

Dzwonią dzwoneczki trącane wiatrem

Pączki pękają w gałęziach drzew

Kwieciem rozkwitły nasze pola

W lasach zagościł radosny śpiew.

Zieleń króluje teraz na świecie

W zielonym kolorze malowany kraj.

Zielone łąki obsypane kwieciem.

W zielonym kolorze Wiosna zbudowała raj.

Budzą się dożycia ptaki, zbudziła przyroda

Cieszmy się Panią Wiosną, każdej chwili szkoda .

 

 

20:24, irenka601
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 października 2016

Wróciłam do.... rzeczywistości. Strasznej rzeczywistości. Wróciłam do miasta położonego w prawie centralnym miejscu Europy. Nie cofnęłam się w czasie, tak mi się chyba tylko zdawało. To ten sam wiek, ten sam czas kiedy cywilizowany świat podbija kosmos, kiedy w dłoni każdego dziecka jest telefon komórkowy, kiedy medycyna robi nieprawdopodobne postępy i ten sam czas kiedy w Polsce maszerują ulicami miast bandy ogolonych młodych ludzi z ONR-u. Ten sam kraj w którym pozbawia się kobiet podstawowych praw decydowania o sobie......

Niestety, to już jest ten sam kraj. To dwa podzielone światy! I obawiam się, że nie do zespolenia!

Mam siedemdziesiąt lat. Wiele przeżyłam, wiele widziałam, wiele zwiedziłam ale nigdy nie sądziłam, że dożyję takich czasów..

Zostaje mi tylko brać czynny udział w protestach, bo jak na razie tylko taka forma walki jest możliwa, ale co dalej? Odejdę z tego pięknego świata, ale zostaną moje córki i ich córki, wnuczki  ......

To nie jest tylko smutne, to jest przerażające!

 









piątek, 23 września 2016

Trochę smutno się zrobiło. Choć słonce przygrzewa czuć w powietrzu nadchodzącą jesień. Brzozy powolutku zaczynają gubić listki, sosnom brązowieją igły, ale najlepszym znakiem odchodzącego lata są klucze odlatujących ptaków. Nad Wisłą na północ odlatują krzykliwe zazwyczaj gęsi, a kormorany z "mojego" lasu" kierują się na południe. Czasem na niebie mogę obserwować mijające się pięknie uformowane ptasie wycieczki.

Od paru dni szczególnie wieczorem krótko przed zapadnięciem zmroku, odbywa się na niebie cudowne widowisko. Darmowy pokaz przedziwnych figur i postaci podświetlonych na czerwono ostatnimi promieniami zachodzącego słońca.

Siedziałam wczoraj na wale nad Wisłą i nie mogłam oderwać wzroku zafascynowana pięknym widokiem. Było już dość ciemno, wiał niewielki północny wiatr, słychać było szum morza, pomarszczona woda Wisły srebrzyła się cudownie a we wsi szczekały psy.... i cisza.

Tego trzeba doświadczyć samemu by zrozumieć, bo opisać słowami się nie da. Nie oddam nastroju tamtych chwil, tak jak nie przekaże moich odczuc kiedy jechałam w nocy wąską drogą przez szuwary, a pełny Pan Księżyc towarzyszył mi dzielnie aż do promu. Rozjaśniał mrok, prowadził zakosami polnych dróg, srebrzył wodę w licznych kanałach i falował na lekko pomarszczonej Wisle.

Ech, ile cudownych chwil może dostarczyć obcowanie z naturą w jej nienaruszonym stanie, ile ciekawych i śmiesznych sytuacji można zaobserwować podglądając zwierzęta i ptaki. Ciągle spotykają mnie nowe rzeczy, zauważam nowych mieszkańców lasu czy choćby ogrodu. Podglądam "moje" wiewiórki, z którymi nawiązałam już pierwszy kontakt. Moja orzechowa przynęta zaczęła działać i kto wie czy w przyszłości, niedalekiej oczywiście, nie dojdzie do bliskiego spotkania.

Kot "Cudzy", mój nieodłączny towarzysz sporo przytył i najbardziej lubi leżeć na moich kolanach kiedy siadam do pisania. Będzie musiał wrócić do swoich prawowitych właścicieli i jak zauważyłam czasem odwiedza swój "rodzinny" dom, pewnie w obawie przed eksmisją.

Ogród posprzątany, trawa skoszona, ogniska ugaszone i czas na powrót do miasta...

Tylko szerszeni mi nie będzie brak!  

czwartek, 22 września 2016

 

Siedziała małpa na płocie

i gryzła słodkie łakocie....

A morał sam się prosi:

Miała małpa zdrowe zęby

teraz sztuczne nosi.

niedziela, 18 września 2016

 

Nad rzeczką Narewką w Białowieży

Na świerkowym drzewie

Mieszkała Kornikowa Gryzelda

Z Kornikiem Jerzym.

 

Ach, cóż to była za dziwna para!

Ona korpulentna brunetka

A on życiowy niezdara.

 

Jerzy urodą szczególnie  nie grzeszył

Walorów zbyt wielu nie posiadał

Rzadko chodził z kumplami na piwo

A w domu niewiele gadał.

 

Wydrążył co prawda mieszkanie

Trocinki wynosił do śmieci

Ale safanduła był z niego

Choć spłodził sporo dzieci.

 

Z zawodu był drukarzem świerkowym

Sumiennym, pracowitym i zawsze gotowym

Spełniać swego szefa polecenia

Drukował z wielką pasją, a nie od niechcenia.

 

Zawsze wyrabiał zalecane normy

 Nawet zawyżał dość często

Musiał się potem tłumaczyć kolegom gęsto.

 

Zaś Kornikową Gryzeldę roznosił temperament

Gdyby miała siedzieć w domu

Niechybnie wpadłaby w lament.

 

Mając wiele wolnego czasu

Chodziła do Ziuty, przyjaciółki 

Mieszkanki starego lasu

By fryzować sobie czułki.

 

Suknie zamawiała u Tekli

Krzyżakowej spod młyna

Chętnie korzystała z jej pomocy

Bo to była miła dziewczyna.

 

Nigdy nie robiła uwag o Gryzeldy figurze

Choć było widać gołym okiem,

Że dolne partie ma stanowczo zbyt duże.

 

Często korzystała z gabinetów odnowy

Do Feli Biedronki chodziła na masaż

Oczywiście kręgosłupowy.

Bo często ból pleców Gryzeldzie doskwierał

 

A mąż Jerzy tylko oczy ze zdumienia przecierał

I całe szczęście, że charakter miał ugodowy,

Bo na nic by się zdały

Zabiegi w gabinecie odnowy.

 

Czasem potrafiła zrobić coś dobrego

Wysłuchała koncertu Świerszcza Alojzego

Pogadała z Aldoną Świerszczową z domu Skrzatek

I o zdrowie spytała świerszczowo-skrzatkowych dziatek.

 

Jednak paskudny miała charakter Kornikowa

Zawsze do kłótni była gotowa.

Wszędzie roznosiła ploty.

Tak to jest, jak baba nie ma roboty!

 

Dzieci mieli odchowane z drukarskim fachem

Najstarszy był zecerem, najmłodszy składaczem

Samodzielni i każdy u siebie drukował

A z biegiem czasu licznych dzieci się dochował.

 

Kornikowie byli bardzo liczną

i w miarę szczęśliwą rodziną

aż pewnego dnia przyfrunęła Sowa

Z  przerażającą nowiną:

 

"Dyrektor puszczy Żubr Eustachy

w asyście ochroniarzy watahy

ogłosił dzisiaj na polanie

że cała rodzina Korników

w naszej puszczy nie zostanie!"

 

Wściekły się Korniki ogromnie

Gryzelda wrzeszczała wręcz nieprzytomnie

Ze z puszczy się nie wyniesie

I jak gminna wieść niesie

do buntu Korniki nawołuje.

 

Zwołała Gryzelda tajną naradę

Na której jednogłośnie postanowiono

zorganizować protestacyjną paradę.

Napisano gorącą petycję

że Korniki nie zgadzają się na banicję.

I złożyły ją na ręce dyrektora puszczy....

 

Już minął maj, czerwiec i dwa październiki

I co? I nic! A korniki?... Korniki

jak czekały tak czekają na wyniki.

21:43, irenka601 , wiersze
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 września 2016

Cicho wszędzie, tylko ważki latają bezgłośnie i znowu powstał nowy wierszyk. Działam ostro i jak tak dalej pójdzie zapełnię nimi nie jedną a kilka płyt. Nie ma co się dziwić, kiedy słońce, lazur nieba, kot, zielona trawa i świergot ptaków obligują do przelania rymowanek na papier.

Wyjątkowy wrzesień w tym roku, wręcz gorąco. Nawet w wakacyjne miesiące nie było tak ładnie jak teraz. Całe dnie siedzę w ogrodzie i nie mogę się nacieszyc spokojem mąconym niekiedy stukaniem dzięcioła czy psotami wiewióreczek. Jedyna niedogodność to żarłoczność obrzydliwych bezskorupowych, pomarańczowych ślimaków, które bezpardonowo zjadają podgrzybki rosnące na mojej działce. Stosuję, ale bez wielkiego powodzenia, różne sztuczki by odstraszyć te potwory. Sprawdzony sposób na uchronienie grzybka przed konsumpcją przez ślimaka to nakrycie go metalowym sitkiem od herbaty. W ten prosty sposób mogłam usmażyć sobie dwa podgrzybki na kolację. Jedzenia za dużo nie było, ale jaki zapach!



Pewnego ciepłego lata

Zamieszkała nad jeziorem

Piękna ważka Donata.

 

Czarne oczy z z przyoczkami

Osłonięte długimi rzęsami,

Nóżki cudne owłosione

Pazurkami zakończone.

Skrzydła dwa i smukła kibić

Taką nieziemską kibicią 

Można się z tłumu wybić!

 

Nasza cudna świtezianka

Latała tak każdego ranka

Budząc wokół podziw wielki.

Ale odtąd inne ważki

Bały się osobistej porażki

W poszukiwaniu męża.

Wiadomo, że na ogół

najładniejsza zwycięża.

 

Raz podczas wolnego lotu

Na niewielkim dystansie

Tak od płotu do płotu

Zobaczyła pana Arnolda.

Urodą jego powalona

Ledwie wyhamowała,

Bo byłaby się na płocie

Strasznie poobijała.

 

Arnold, ważkowy Adonis!

Miejscowy serc pożeracz!

Kochały go panny ważki

lecz przy takiej konkurencji

bały się strasznie porażki.

 

A nasza panna Donata

zagięła parol na niego,

Bo gdzie znalazłaby

Męża przystojniejszego?

I w pewnym pionowym starcie

Celowo spowodowała zwarcie

I tak Arnolda poznała

I jak się domyślacie

Od razu pokochała.

 

Arnold strzałą Amora trafiony

Urodą wręcz oszołomiony

Donatę o rękę prosi

A Donata ze szczęścia

Szlochem się zanosi!

A po weselu nad jeziorem

odjechali w podróż poślubną

- motorem!

 

A w tej mojej opowieści

Morał niewielki się mieści:

Przy polowaniu na męża

Czasem nie najładniejsza

Lecz najsprytniejsza zwycięż.....

16:45, irenka601 , wiersze
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2016

Idzie drogą stonoga

Przerażona nieboga

Ledwie dyszy i sapie

Za serduszko się łapie

I biadoli okrutnie

-Ola boga, ja nieboga!

 

Szła z wizytą do doktora

Bo stwierdziła, że jest chora.

Kiedy wreszcie tam przybyła

Bardzo już zmęczona była

Bo problemy miała z nogą

A właściwie z setką nóg.

Boże drogi, tyle trwogi!

 

Stary doktor zmarszczył brwi

i powiada:  powiedz mi

Cóż dolega drogiej pani

Co cię boli, gdzie uwiera.

Proszę się już rozbierać.

 

Aj, bolą mnie okrutnie nogi

A właściwie kilka nóg.

Boże drogi, ile trwogi

Nawet nie wiem ile nóg?

Od dwudziestej aż do setnej.

Raz piętnasta, raz dwunasta

Wczoraj nawet osiemnasta.

Kiedy dzisiaj szłam do pana

Bolała mnie ósma od kolana.

Przy czterdziestej strasznie strzyka

Oj, można z bólu dostać bzika!

W prawej piątej spuchła kostka,

No, ale to jest drobnostka!

Za to w drugiej z lewej strony

Odcisk mam, już zaogniony!

W pięćdziesiątej jest ostroga

Co mam zrobić? Ola boga!

Ach te bóle są męczące

Raz kłujące, raz swędzące!

No i ciągle mam kłopoty

I na psoty nie mam ochoty!!

Gdyby mnie tak nie bolały

to świat byłby doskonały!.

Poradz proszę coś doktorze,

Jak nie pan, to kto pomoże?

 

Doktor przetarł okulary

I powiada: nie do wiary!

Poleż chwilę tak bez ruchu

A ja sprawdzę nogi twe.

Zwykle badam nogi dwie.

Ale dziś się  narobiło

Do badania nóg przybyło.

Ola boga, jaka trwoga

która panią boli noga?

Ależ problem to nie lada

Tyle nóg to wręcz żenada!

Ja rozumiem, jedna para nóg,

Ale tyle? Ola boga! Jaka trwoga!

Toż to jakiś cud!

Ojej, co też pani gada

Na wszystkie nogi buty pani zakłada?

Istna degrengolada !

 

To przez buty taka męka!

Z ich powodu pani stęka!

Jeśli już chcesz chodzić w butach

Kupuj wszystkie takie same.

Kto to widział każdy inny

Wszystkie niedopasowane!

To szaleństwo, nie do wiary

Każdy but od innej pary!

 

Są sztylblety i kozaczki

I japonki i gumiaczki.

Widzę również adidaski

Mają z boku po trzy paski.

Tenisówki i pepegi

Popularne cichobiegi.

Są też baletowe pointy

I szpileczka jest bez pięty.

Nawet kilka balerinek

Choć to buty dla dziewczynek.

Papcie, łapcie i lakierki

Kto to widział. boże wielki?

 

Teraz wiem, zrobiłam błąd

No, ale skąd mogłam wiedzieć, no skąd?

Jak poszłam do sklepu kupować

To nie mogłam zdecydować

Jakiego dokonać wyboru.

Tyle jest pięknych butów,

A ile fasonów i kolorów!

Ja wiem, z każdej pary kupiłam jeden but,

No, może za dużo ciut?

 

Trzeba z butów zrezygnować.

Żadnych więcej nie kupować.

Teraz będziesz chodzić boso,

Kąpać nóżki ranną rosą

I po lesie spacerować,

Wieczorem zaś nóżki masować.

Bo stonoga, moja droga

Zawsze była bosonoga!

08:24, irenka601
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2016

Już trzeci tydzień siedzę nad morzem i upajam się ciszą, spokojem i piękną pogodą. Jak zwykle podglądam toczące się wokół mnie życie w ogrodzie i w lesie. Chodzę nad morze, nad Wisłę, czasem wybiorę się na spacer po gdanskiej starówce albo do Krynicy Morskiej. Zyc nie umierać!

Przy okazji, jak zwykle napiszę jakiś wierszyk dla dzieci. Szykuje się następna płyta i potrzebne nowe wierszowane opowiadanka.  Gotowy jest "Swierszcz Alojzy" wierszyk napisany po "wizycie" świerszczyka który usiadł na moim stole kiedy kończyłam pisać wierszyk o stonodze. Tematów nie brak, a przyroda sama podsuwa pomysły. 

W Szczekocinie koło rynku

Przy ulicy Świerszczykowej

Obecnie jednokierunkowej

W małym domku krytym strzechą

Mieszkał Pan Alojzy Świerszcz.

 

Świerszcz Alojzy! Kto go dojrzy

Ten muzykę w sercu ma.

Temu świat się jawi rajem

Bo Alojzy pięknie gra.

 

Nóżką trąca swoje struny

I wydaje cudne dżwięki

Czasem rzewne, czasem smutne

Nieraz trafią mu się jęki.

 

Gra z miłości do muzyki.

Wszystkie nuty dobrze zna

A w zimowe wieczory

serenady za piecem gra.

 

Cyka cicho delikatnie,

cyk, cyk cyk  już zmrok zapada

cyk, cyk , cyk już kończy się dzień

I do snu czas się układać.

 

Raz na łące koncert dał

Trzy godziny grał i grał.

Włożył w granie całą duszę

I zatracił się okrutnie

Podobnie jak kiedyś w Kutnie.

Po koncercie opadł z sił

Bo zmęczony strasznie był

Któz to widział tyle grać

I przy graniu jeszcze stać!

 

Kiedy już nabierał sił

Spokojniejszym nieco był

Gdy opadły już emocje

Zagadnęła go sąsiadka

Koncertu słuchaczka Alfreda Skrzatka.

 

Ach,ach ......panie Alojzy

 Proszę, niech pan spojrzy 

Jakie łzy wyciskasz z mych ócz  

Ile żaru i miłości wskrzeszasz we mnie

Ach, toż to istny cud!

 

Koisz me nerwy muzyką swą

Cykaj i cykaj tak do rana!

Zawładnąłeś duszą mą

Panie Alojzy, jestem cała dla pana!

 

Jak niesie gminna wieść

Szanowny pan, Alojzy Świerszcz

Poślubił był Alfredę Skrzatkę

i spłodził świerszczo-skrzatków gromadkę.

 

I odtąd Szczekocin słynie

Ze świerszczo-skrzatkowych miłosnych serenad

granych również w Szczebrzeszynie.

21:22, irenka601
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 sierpnia 2016

I znowu przerwa w pisaniu, dwa miesiące! Zawsze jak się cos ciekawego dzieje w moim życiu to zapominam pisać, choć pewnie to brak czasu i zaaferowanie pozbawia mnie możliwości spędzenia kilkunastu minut przy klawiaturze. Nic mnie jednak nie tłumaczy!

Dzialo się "strasznie" dużo pięknych, niecodziennych i historycznych chwil w jak się okazuje niewielkim okresie czasu.... bo można  hucznie obchodzić 70-tkę, wydać kochaną corkę powtórnie za mąż za uroczego faceta i zostać teściową w ciągu dwóch miesięcy! 

Siedemdziesiątka - kawał życia, nawet dość spory. Remanentu nie robię, bo po co, ale cieszę się, że  dożyłam tak "sędziwego" wieku zdrowa na ciele i umyśle. Nie czuję się staro i pewnie nie jednego młodzieniaszka zawstydziłabym wigorem i apetytem na życie. Realizuję swoje marzenia, piszę wierszyki dla dzieci, nagrywam następną płytę, bawię się w "śpiewanie" i prowadzę  autorski program "Scena talentów". Coż jeszcze wymagać od życia? Tylko zdrowia!

No i "wydałam" córkę za mąż!  Po siedmiu latach wdowieństwa Karo spotkała swoją drugą połówkę w Jerozolimie. I nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że Pan Młody jest Holendrem. Tak się czasem w życiu plecie; Polka z Holendrem postanawiają mieszkać w Izraelu. Nie pozostaje nam nic innego jak życzyć młodej i pięknej parze szczęścia i miłości!

Jak widać miałam bardzo pracowite wakacje. Zaręczyny, wesele i kilkudniowy pobyt w Izraelu, a teraz błogi wypoczynek nad polskim morzem!! Wyrwałam się w moje kochane Zuławy i cieszę się cudowną pogodą. Znowu odwiedził mnie i nie odstępuje na krok kot "Cudzy", stare koleżanki wiewiórki z apetytem zajadają szyszki z moich sosenek, dzięcioł nadal bardzo głośno zapoznaje się ze stanem zdrowia drzew w pobliskim lesie, a szerszenie "radośnie" bzykają i pracowicie wiją sobie chyba największe gniazdko na świecie pod dachówką na dachu.

Zyć nie umierać! 



środa, 13 lipca 2016

Coś dzisiaj w krzakach się ruszało

Szeleściło i mruczało

Czyżby to był gruby zwierz?

Nie, to tylko mały jeż.

 

Szedł na spacer leśną drogą

Spokojnie, noga za nogą

Aż tu nagle coś łupnęło

Spadło z drzewa i stanęło.

 

Strasznie huku narobiło

I jeżyka przestraszyło.

A to tylko wiewióreczka

Jeża ruda sąsiadeczka.

 

Spytała zaczepnie jeża:

"Co się tak pan dziś najeża?

Czemu stroszy pan swe igły?

Myślałby kto - z igły widły!"

 

"To ty nie wiesz, moja droga?

Kolce jeża to przestroga

Lepiej igieł nie dotykaj

Chcesz pogłaskać, to zapytaj".

 

"Nie zaczepiam wcale Pana

Ja pracuję już od rana

Zbieram ziarenka z szyszek sosny

Robię zapasy, by starczyło do wiosny".

 

"A Pan, jeżyku, zasypia w zimie?

Czy siedzi w cieple, jak świerszcz w kominie

Gdzie pan zbuduje domek swój?

Na łące, czy wysoko jak mój?"

 

"Kiedy kończy się jesienna słota

Biorę trochę liści, mchu i błota

I w lesie domek buduję

W którym zimę przezimuję".

 

"A ja w domku na drzewie spędzam czas

Mam świetny widok na las

Orzeszki sobie zajadam,

Czasem z sąsiadką pogadam

I spokojnie czekam na wiosnę".

 

 

I tak miło pogadali

Jak starzy sąsiedzi

Każdy poszedł w inna stronę

I w swoim domku siedzi. 

 







 



22:42, irenka601
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2016

Przyszła dziś myszka do Ninki

i spytała grzecznie:

"Nie masz troszkę szynki

Albo plasterka sera dziurawego?

Poratuj Ninka głodującego

Od wczoraj nic nie jadałam

Zmizerniałam, na wadze spadłam

Choć apetyt mam jak szalona

Przez koty chodzę niedojedzona.

W twoim domu są trzy koty

Lenie spasione, niecnoty

Przez nich z norki nie wychodzę

I dlatego wciąż się głodzę

W mej spiżarni puste półki

Zjedzmy Ninka kanapkę do spółki".

 

Dobre jest serduszko u Ninki

Dała myszce trochę słoninki

I serem się podzieliła

I odtąd w przyjaźni  z myszką żyła.









czwartek, 07 lipca 2016

Oj co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Weszła koza na płot i pieje

I pieje tak już od rana

Oj, matulu moja kochana

Całe podwórko z kozy się śmieje.

 

Oj, co się dzieje, Oj co się dzieje!

Gęgają gęsi i kwaczą kaczki

i strasznie piszczą małe pisklaczki

A stary indor wziął się pod boki

i lewym okiem mrugnął do sroki

Jak długo ma się tak dziać?

No, kiedy skończy piać?

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Czekaja wszyscy, aż zejdzie z płotu

Oj, z zejściem będzie trochę kłopotu!

Więc sroki poszły pogadać z sową

Niech mądra sowa poruszy głową

jak z tego płotu zejść.

 

Oj, co się dzieje, Oj co się dzieje?

W kurniku dzisiaj popłoch nie lada

bo zamilkł kogut i już nie gada

Kury zmartwione i osowiałe

zapadły w lekki sen.

 

Oj, co się dzieje! Oj co się dzieje?

Już księżyc wzeszedł, a koza pieje

Czekają wszyscy, aż skończy pianie

Bo ile można tak stać na płocie

i przeraźliwie piać?

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Wezwali kozła, co mieszkał obok

Popatrzył bystro, pokopał nogą

do kozy beknął: złaź prędko z płotu

Twe miejsce jest u mego boku!

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Nic się nie dzieje.

Zeszła koza z płotu i już nie pieje.

Kogut odzyskał miejsce na plocie

Cisza nastała... i po robocie.

 

Oj, co się dzieje! Oj, co się dzieje?

Dużo się dzieje! No, kogut pieje

Gęgają gęsi i kwaczą kaczki

Wesoło piszczą małe pisklaczki

A stary indor ładu pilnuje

A koza? a koza z kozłem... wzięła ślub! 

09:22, irenka601
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2016

Leje żabami. Zimno, wietrzno i mokro. Nie pozostaje mi nic do zrobienia jak tylko pisać wiersze. Wczoraj naszła mnie muza i spłodziłam trzy duże wierszowane opowiadania, z czego jedno z powodzeniem może być piosenką. Świetna zabawa na takie smutne dni.

Po oszlifowaniu i spisaniu z tysięcy karteluszek postaram się zamieścić wierszyki na blogu. 



Nie wiem, czy wszyscy wiedzieli,

że na łące mieszkał kret Marceli

Malutki, drobniutki krecik,

który wiecznie gubił swój berecik.

 

Szukał go nieustannie

w szafie, w kuchni, pod łóżkiem, w wannie

Zaglądał do kosza na śmieci 

Pytał wszystkie napotkane dzieci 

- widziałyście mój berecik? 

 

Szuka już tydzień, drugi i trzeci

Śmieją się z niego wszystkie dzieci

Bo dobrze szukać, to jest sztuka,

a kret zapomniał czego szuka.

 

Poszedł do Ninki pożyczyć pralinki,

a u Mili nie zagrzał nawet chwili

Bo to był właśnie czwartek,

a wtedy bywał u niej Bartek.

 

Od Kubusia chciał pożyczyć śruby

by skręcić krzesło rozchwiane,

a do Noy przyszedł po pastę

by mieć buty zapastowane.

 

Wczoraj spotkał bąka i zapytał

dlaczego tak się błąka po łąkach

i czy przy okazji nie spotkał

jego młodszej siostry - Małmazji?

 

Julii powiedział, że ma dużo czasu

i zabrał ją na wycieczkę do lasu,

a z powodu chęci ochłody

wprosił się do Marysi na lody.

 

Z Filipem chciał rozegrać mecz

lecz piłka była pęknięta,

a do Zosi nawet nie wchodził

Bo były u niej dziewczęta.

 

Zaś u sąsiadki Karolki

rozwinął cały papier z rolki

i połamał kredki kolorowe,

zaostrzone i do rysowania gotowe. 

 

Z Matanem pograł na komputerze

pojeździł na "Babci Do" rowerze

Wpadł na moment do Babci Irenki

bo chciał przymierzyć balowe sukienki.

 



A "Dziadek A" z "Dziadkiem Ju"

już  chcieli położyć go do snu

lecz w końcu przyszedł Pan Krecik

Przyniósł Marcelemu berecik

i przeprosił wszystkie dzieci,

że jego syn krecik - rozbawił wszystkich do łez. 



 







 

 

niedziela, 03 lipca 2016

Nawet nie wiem od czego zacząć?

Tyle czasu nie było mnie na blogu, że cały dzisiejszy dzień spędziłam na przypominaniu sobie hasła. Wstyd, ale najciekawsze jest to, że nie znam powodu mojej nieobecności. Pewnie trochę lenistwo, trochę nadmiar obowiązków i nowości rodzinnych, trochę odkładania na jutro, ale nic mnie nie usprawiedliwia i teraz ze zdwojoną mocą siadam do klawiatury.

Siedzę na tarasie, w promieniach wieczornego, ale gorącego słońca, słucham szumu drzew w pobliskim lesie i rozkoszuję się trelami ptaków, a u mych stóp siedzi "Cudzy" czarno-biały kot dalekich sąsiadów zaprzyjaźniony ze mną od roku. Do swoich gospodarzy wraca tylko na noc, a raniutko już siedzi pod  drzwiami czekając na mleko.

Od dwóch dni zastaję rano na wycieraczce małą zieloną żabkę, która nie reaguje szczególnie nerwowo na mój widok, a nawet bacznie mi się przygląda. Ciekawa jestem, czy jutro tez "wpadnie" z wizytą, bo jeśli nadal będzie mnie odwiedzała, to muszę się zastanowić co to oznacza. Może zaczarowany królewicz? ale do całowania nikt mnie nie zmusi, choć żabka apetyczna, nie powiem.

Ptaszki, żabki, "Cudzy", las, morze... i wiadomo, zagościłam na Zuławach. Tylko na kilka dni, bo potem dom we władanie obejmuje młodsze pokolenie. Zjadą się wszystkie wnuczki i dzieci, a spokoju to już tu nie będzie do końca wakacji.  Korzystam więc z ciszy i  cudownej pogody i doprowadzam do stanu używalności moją złamaną dwa miesiące temu stopę. Przygotowuję się mentalnie do wielkiego wydarzenia, jakim będzie ślub mojej córki....

Oj, będzie się działo, ale o tym potem.





 

 

 



 



 



 

 





 



poniedziałek, 15 lutego 2016

 Tyle rzeczy zawsze mam do zrobienia i zawsze mi się zdaje że zdążę ze wszystkim, a to się okazuje, że nawet nie zrobiłam wnuczkom "orła" na śniegu , bo w nocy śnieg stopniał.  "Spiesz się powoli" w tym przypadku nie działa. Nie działa też powiedzenie - "jak będę na emeryturze to będę miała dużo czasu". Czas mam,  ale z wolnym gorzej.  W ogóle to jakoś nie tak. Zima wyniosła się daleko od Polski, wiosna jakby przyspieszona, koty "marcują" a pączki na drzewach gotowe do wypuszczenia zielonych listków. No, świat zwariował, nie wspominając o polityce.

A ja czytam, chodzę do kina, ostatnio na dobre polskie komedie, odwiedzam teatr "Rampa" i ciekawe wernisaże, a 31 stycznia 2016 byłam nawet na urodzinach.....króla.

A co, w Warszawie tez była wielka feta w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego z okazji 284 urodzin JKM Króla Stanisława Augusta. Było pięknie, dostojnie i elegancko. Po prostu- po królewsku. W bogatym programie wystąpił Zespół Muzyki Dawnej Canion Anticus, który grał muzykę Haydna, Huberty i Mozarta na starych, oryginalnych instrumentach. Wystąpili  również aktorzy czytający mowy sejmowe i relacje prasy warszawskiej z XVIII wieku oraz przeuroczy duet baletowy Joanna Lichorowicz i Sławomir Greś.

Piękny wieczór i ciekawa inicjatywa Dyrekcji Zamku. Polecam wszystkim, bo nie często mamy możliwość usłyszenia w cudnych wnętrzach dobrej muzyki.  

sobota, 16 stycznia 2016

Zawitała zima, sypnęło śniegiem, pomroziło niewielkim mrozem, zaświeciło słońcem i zrobiło się miło i czysto.

Gałęzie wielkich świerków w moim ogrodzie uginają się pod ciężarem śniegu, karmniki przypominają stare góralskie chatki z czapami na daszku, a lekko zdezorientowane synogarlice i sroki zaglądają do okien. Tylko wróbelki jak zwykle rozrabiają wesoło nic sobie nie robiąc z białego puchu. Sikorki wiszą na słonince od rana i pewnie wychwalają gospodarzy posesji. Tylko koty z obrzydzeniem podnoszą wysoko swoje delikatne łapki i starają się chodzić po własnych śladach, by tylko jak najmniej zmoczyć nóżki. Za to nasz staruszek 12-letni pinczer Bruno szaleje w zaspach, ślizgając się po tarasie.

Fajnie tak posiedzieć przy oknie w ciepłym pokoju i obserwować zimowy poranek. Fajnie nie wychodzić na mróz, kiedy nie ma się ochoty, fajnie zarwać noc przy ciekawej książce i spać do południa, fajnie  nic nie robić, jeśli nie ma się ochoty.... ale do tego trzeba "dorosnąć". Ja już dorosłam i nic nie muszę, ale ....czasem wolałabym mieć trzydzieści lat, cierpieć na brak czasu, chodzić niewyspana i ze złością  bladym świtem zrzucać budzik z nocnej szafki.

Oj, naszło mnie nostalgicznie, ale to tylko chwilka. Jutro zgodnie z obietnicą daną wnuczkom zrobię na śniegu w ogrodzie... orła, jak za dawnych lat bywało. Do tego nie potrzeba zbyt wiele siły!



sobota, 09 stycznia 2016

To tak jakby to było wczoraj, a to już cztery lata kiedy na świat przyszła moja najmłodsza wnuczka Nina. Podniosły dzień dziś nastał wypełniony balonami, dziecięcym gwarem, szaloną zabawą w Kulkolandii z dziećmi z przedszkola, wizytą dziadków i małych przyjaciół oraz dmuchaniem czterech świeczek na wielkim torcie.

Całusom, życzeniom i gratulacjom nie było końca , ale najważniejszą rzeczą są ...prezenty. Jakaż to frajda oglądać błysk w oku rozradowanego dziecka, które z wielkim przejęciem rozpakowuje pudełeczka, zrywa kolorowy papier i z wielkim zainteresowaniem zerka do środka.  

Piękny to dzień, wesoły, beztroski i rodzinny i ...oby wszystkie dni tej malutkiej istotki były podobne. 

Życzymy Ci, Nineczko być zawsze cieszyła się dobrym zdrowiem, by nic nie zmąciło Twoich dziecięcych lat, byś żyła wśród kochających Cię ludzi i cieszyła się spokojem w domu i pokojem na świecie. 

 



czwartek, 07 stycznia 2016

Żyję, ale co to za życie, kiedy duszyczka ledwo się plącze, a ciało obolałe miesięcznym leżeniem w łóżku nie ma siły na pionizację. Zmogło mnie niemożebnie. Dałam co prawda nieźle zarobić lekarzowi i aptekom, ale święta i sylwester w łóżku nie należą do przyjemności. Muszę mieć nadzieję na szybki powrót do zdrowia, bo wiele się dzieje, a nie chciałabym stać na poboczu, choćby historii.

Święta minęły nie wiadomo kiedy, Nowy Rok zaczął się jakby poza mną, a "nowinki" polityczne choć wiadomo skąd się wzięły, nie poprawiają mojego samopoczucia. Życzliwy komentator życzy mi co prawda: "Więcej optymizmu! Będzie lepiej! Uśmiechnij się..", ale jakoś mi nie do śmiechu. Ano, pożyjemy, zobaczymy!

Minął rok i tradycyjnie wypadałoby podsumować, zrobić remanent, zobaczyć co jeszcze zostało do zrobienia, podjąć nowe wyzwania, może jakieś postanowienia....

Owocny dla mnie był ten "były' rok. Wydałam książkę, nagrałam i wydałam płytę dla dzieci, a na ukończeniu jest już druga. Zdrowie w sumie nie najgorsze. Karina otworzyła gabinet psychologiczny, Piotr stworzył ciekawą firmę wnętrzarską, wnuczki rozpoczęły edukację; Mila w pierwszej klasie, Nina w przedszkolu. Karolina rozpoczęła współpracę z TV, kręci reportaże i otworzyła ciekawy blog.  Matan dostał się do Szkoły Demokratycznej, a Noya rośnie na piękną i mądrą pannę, uczennicę drugiej klasy. Mąż szczęśliwie zrealizował swoje marzenia i...nadal mnie kocha. Czegóż chcieć więcej?

Oby zdrowie dopisało, miłość nie uciekła i by Karolina po siedmiu latach wdowieństwa znalazła swoją drugą połowę.

Tego sobie i mojej rodzinie życzę w Nowym Roku. 











 

 

 





środa, 25 listopada 2015

No i wróciłam do stolicy. I coraz częściej zadaję sobie pytanie czy nie lepiej mieszkać na wsi, spacerować po lesie i plaży, słuchać natury i oddawać się błogiemu lenistwu w ciszy i pięknym anturażu? Nie oglądam telewizji od prawie 10 miesięcy, ale jak każdy dorosły człowiek powinnam wiedzieć co się dzieje wokół mnie, choćby w polityce.

I jestem z dnia na dzień bardziej zniesmaczona, ale i przerażona butą rządzących krajem. Nie sądziłam, że dożyję czasów kiedy narodowcy wejdą do sejmu, kiedy maszerować będą ulicami Warszawy zwarci i gotowi.  Kiedy osoby z tytułami profesorskim przedstawiają tak niski stopień inteligencji (?) i zachowują się poniżej wszelkiej krytyki. Kiedy katolicy z różańcami w dłoniach i rzeźbą Matki Boskiej siedmiokrotnie obchodzą gmach Sejmu, a w budynku ksiądz kropidłem wypędza szatalna i odprawia egzorcyzmy. 

To co się teraz dzieje to przypomina 1933 r, brunatne koszule, palenie Zydów, na razie tylko kukły, ale z braku takowych w Polsce zabiorą się za Arabów i innowierców. Przyjdzie kolej na Koreańczyków, Japończyków, Murzynów.  Polska dla Polaków !! Katolicki kraj, miłość bliźniego, w imię Boga, pomoc bliźniemu, krzyż, symbole........ 

Żyję na tym pięknym świecie już siedemdziesiąt lat i w najśmielszych rozważaniach nie dopuszczałam do siebie myśli, że przyjdzie się wstydzić z takiej bezdennej głupoty, zacofania,  braku wyobraźni i znajomości historii przez "prawdziwych Polaków".

 

  

wtorek, 10 listopada 2015

Nie może być zawsze pięknie. Musi być jakaś zmiana od czasu do czasu, bo byłoby nudno. No i zrobiło się, może nie wesoło, ale bardzo ciekawie. Dziś mogę powiedzieć, że nawet oryginalnie, ale to dopiero dziś , bo "wtedy" nie było mi do śmiechu.

Zaczęło wiać i to nie leciutko, jakby od niechcenia. Jak zawiało to prawie zwiało kota z tarasu, a ogromne drzewa w lesie i ogrodzie wykonywały szalony taniec wywijając gałęziami, brzozowe listki fruwały w powietrzu zupełnie jakby ktoś siedział na wysokościach i wysypywał je z worka. Wiatr ryczał, wył, świszczał, a gruby deszcz walił jak opętany w okna i pędził po dachówkach, by z łoskotem kończyć bieg w rynnie. Zrobiło się ciemno, nieprzyjemnie i straszno.

Tak wtedy myślałam, ale straszno zrobiło się jak wysiadł piec centalnego ogrzewania, zgasło światło i... do kompletu zabrakło wody w kranie. Horror!!  Na szczęście jest kominek i...znalazłam w domu zapałki! Co ja bym zrobiła bez ognia? Byłam co prawda harcerką, nawet zastępową, ale skąd wziąć krzesiwo?

Woda wróciła dość szybko, prądu nie było całą dobę, a piec nie działa do dziś. Teraz siedzę i czekam na "fachowców" już drugi dzień, ale zauważyłam, że tu nie funkcjonuje pojęcie "słowność". Kominiarz "wpada" już od piątku i rżnie głupa przez telefon!! Uziemiona w domu oddaję się pisaniu i słuchaniu radia, ale wiadomości nie podnoszą mnie na duchu! Niestety.

Ale jak to zwykle bywa, całe życie się człowiek uczy. Teraz noszę zapałki i telefon przy sobie, a w termosie "przechowuję" wrzątek. Polecam, tak na wszelki wypadek.







 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28